Kilka świadectw po Szkole Animatora

W dniach od 1 do 8 sierpnia 2013 roku w łomżyńskim seminarium miał miejsce drugi rok Szkoły Animatora. Pod czujnym okiem Moniki Wojciechowskiej, Grzegorza Wróbla i Małgosi Murawskiej oraz pod duchową opieką ks. Wojciecha Nowackiego 32 osoby przeżywały swoje rekolekcje. Bo jak się okazało pod wiele znaczącą nazwą Szkoła Animatora kryją się głębokie rekolekcje. Już rok wcześniej uczestnicy zostali odarci  z przeświadczenia że oto przyjechali na szkolenie dla animatorów. Szkolenie było a i owszem ale dotykało przede wszystkim głębi serca.

Poniżej świadectwa uczestników II roku Szkoły Animatora


Czas rekolekcji „Szkoła Animatora” był to czas niezwykłego spotkania dziecka, czyli mnie:), ze swoim Tatusiem – Bogiem. Był to czas w którym w sposób szczególny dostrzegłam jak Bóg Ojciec pochyla się nade mną z miłością, dostrzega każdą potrzebę, dba o rozwój swego dziecka we wszystkich wymiarach życia – duchowym, intelektualnym, społecznym a także fizycznym:). Dostrzegłam jak przez dwadzieścia lat formacji we wspólnocie, Bóg prowadził mnie ku głębszemu poznaniu SIEBIE, abym mogła bardziej świadomie obcować z Nim w głębi mego serca, jak otwierał moje oczy i serce na miłość do moich braci i sióstr. To w czasie tych rekolekcji dostrzegłam jak pięknie zostałam obdarowana, jakie bogactwo łask otrzymałam, których niestety w pełni nie wykorzystuję na chwałę Boga, zapatrzona w swoją grzeszność, małość, niezaradność…. Moje serce wypełniła ogromna radość i szczęście z powodu obdarowania, a jednocześnie ból z powodu marnotrawienia łask, które otrzymałam. Należę do osób, które bardzo skupiają się na sobie, na swojej grzeszności, nicości, co bardzo utrudniało podejmowanie wszelkich działań, służby zarówno we wspólnocie jak i w życiu osobistym, zawodowym, jednakże nie przeszkodziło mi to, delikatnie mówiąc nierozważnie, próbować swoich sił i dyktować Jezusowi co powinien zrobić w pewnej sprawie… i tak to, uczeń – ślepiec, czyli ja, zamiast iść śladami Jezusa, wyprzedziłam Go i w swojej „gorliwości” czytaj pysze, próbowałam nadać kierunek Jego działaniu….

Podczas rekolekcji ponownie poczułam zaproszenie Boga, do całkowitego zawierzenia, „rzucenia się w przepaść” ramion Ojca, pozostawiając swoje ludzkie zabezpieczenia, myślenie „co będzie jeśli”, przynaglenie by nie zanurzać się w swojej niemocy, przeciwnościach zewnętrznych, ale zapatrzeć się w oczy Jezusa, którego Słowo ma moc wyciszenia burzy panującej we mnie, czy też w rzeczywistości wokół. To był moment, kiedy dostrzegłam w sobie brak nadziei i wiary we wszechmoc Boga i wtedy pojawiło się w moim umyśle przenikające mnie i rzeczywistość wokół Słowo JESTEM. Zastanawiałam się dlaczego na poziomie umysłu a nie serca, i wtedy przyszła myśl, że wszelkie bariery, które nie pozwalają mi w pełni pójść za Jezusem, nie pochodzą z zewnątrz, lecz znajdują się w moim myśleniu i jest to znak, że Ten Który Jest, ma moc przemiany mojego myślenia.

Tak, czas tych rekolekcji, to niezwykły czas spotkania z miłującym Ojcem, czas drogi duchowej, dokonującej się w bardzo realnej rzeczywistości – poprzez Eucharystię, Słowo Boże, głoszone katechezy, pieśni i spotkanie z braćmi i siostrami, szczególnie w grupach dzielenia… .:) Dziękuję Bogu za konkretne narzędzia, które otrzymałam, by coraz pełniej trwać w Jego Obecności – codzienny rachunek sumienia, wskazówki dotyczące rozeznawania woli Pana Boga w codzienności a także cenne uwagi dotyczące prowadzenia spotkań modlitewnych. Po raz kolejny doświadczyłam, że jeśli Pan Bóg posyła, to też wyposaża we wszystko co potrzebne, aby objawić Swoją Chwałę.

Minęło kilka dni od zakończenia rekolekcji, we mnie nadal trawa to niezwykłe JESTEM, które ogarnia wszystko i taka wewnętrzna radość, że narodziłam się po to by żyć wiecznie w szczęściu, które może dać tylko Bóg. Czym jest śmierć, jeżeli nasze poczucie „bycia” tu i teraz przenika JESTEM, trwające nieprzerwanie a rozłączenie duszy i ciała tego nie zmieni.:):)

Moje serce śpiewa „To mój Pan wiele mi uczynił…”, i budzi się refleksja, obym nie zatrzymała sobie łask, które dane mi zostały nie tylko po to, abym doświadczyła piękna i radości dziecka Bożego, lecz także, by świadczyć o Jego Miłującej Obecności, czyli nie działać już swoją mocą, ale pozwolić by ON działał we mnie i przeze mnie.

Alleluja. JEZUS JEST POŚRÓD NAS.

Anka


Dziękuję Bogu za łaskę uczestnictwa w Rekolekcjach, konferencje były głoszone ciekawie i zrozumiale. Owocem rekolekcji jest dla mnie odkrycie lęków, które noszę w sercu. Oddaję je Panu Bogu, prosząc o uzdrowienie moich zranień. Również bardzo pomocne było dla mnie przybliżenie zasad codziennego rachunku sumienia.

Chwała Panu!!!!!

Teresa, Ostrów Mazowiecka


Długo zastanawiałam się, czy zgłaszać się na rekolekcje. Po zgłoszeniu piętrzyły się przeszkody, ale zostawiłam je małżonkowi i Panu Bogu. Od początku rekolekcji Jezus przygotowywał mnie na przeżywanie każdego dnia na porannej adoracji. Kryzys i zniechęcenie dopadły mnie czwartego dnia. Nie mogłam skupić się na katechezach i jeszcze temat – kryzysy. Dopiero na spotkaniu modlitewnym Pan przyszedł z darem ogromnej radości, pokoju i odczuciem jedności z całą grupą.

Ostatniego dnia rekolekcji Jezus pokazał mi, jak przez ten czas prowadził mnie przez pustynię, jak Izraelitów. Wyprowadził na brzeg jeziora, naszego Ełckiego, i otrzymałam słowa „Wypłyń na głębię”. Odczytuję je jako przynaglenie do większego zaangażowania we wspólnocie i Kościele.

Chwała Panu.

Maria


Pierwszy raz niepojętą Miłość Bożą uświadomiłam i zobaczyłam 7 lat temu na REO w Dobrym Mieście. Dostrzegłam wtedy, jak wiele razy Pan Bóg mnie ratował, prowadził i zawsze otaczał ludźmi do pomocy. Wstąpiłam do Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym w Elblągu i podjęłam różne posługi. Było ciężko, zdawałam sobie sprawę z mojej niewiedzy i amatorstwa.

Zachęcona przez lidera, koleżanki i za aprobatą męża zapisałam się do Szkoły Animatora, aby lepiej robić to, do czego Pan Bóg mnie powołał i czego oczekuje ode mnie wspólnota. W roku ubiegłym (5–12 VIII w Łomży) zobaczyłam głębiej swoją grzeszność i niewłaściwe postawy, które były przyczyną długiej drogi do nawrócenia (40 lat!). Razem z Panem Bogiem, wspólnotą i kierownikiem duchowym pracuję nad ich eliminowaniem i wiele już odpadło.

W tym roku (1–8 VIII), czyli na II roku Szkoły Animatora w Łomży, Pan Bóg pokazał mi przeszkody, z którymi zmagam się obecnie na tej nowej drodze życia, które (jak zrozumiałam) są po to, abym odważniej i skuteczniej podejmowała zadania wynikające z planu Bożego dla mnie.

Jestem wdzięczna Panu Bogu za powołanie mnie do życia, do roli żony, matki, babci, siostry we wspólnocie Kościoła i wolontariuszki w hospicjum. Przepełnia mnie radość z Bożego Miłosierdzia, z Miłości Boga, która wypełnia stopniowo moje braki, z wielu łask niespodziewanie otrzymywanych i z oczyszczanego sumienia. Czuję większe oświecenie umysłu, wzmocnienie woli służenia tam, gdzie mnie PAN Bóg pośle. Zachętę do dobra i dalszej mozolnej i pokornej pracy nad sobą każdego dnia. Wierzę, że „wszystko mogę w TYM, który mnie umacnia”, że nie jestem sama i „trzeba aby ON wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3,30). Teraz bardziej rozumiem, że ON żąda cierpliwego oczekiwania, wyrozumiałości i miłosierdzia, abym mogła rozwijać wszędzie zalążek DOBRA, które zostało we mnie zasiane, żebym nie starała się być naj… ale JAN.

Dziękuję Panu Bogu za tę szkołę, za wspaniałych, mądrych, prowadzących, za ich zrozumienie, troskę o nas, serdeczność, za prowadzenie modlitw, katechezy, za wspólny śpiew i taniec dla Jezusa. Niech Wam Pan Bóg wynagrodzi.

Chwała PANU

Regina


Gdy byłam dzieckiem bałam się ciemności, zasypiałam przy włączonej lampce nocnej. Jeśli podczas przebudzenia dostrzegłam brak światła, krzyczałam żeby je włączyć. Miałam też potrzebę potwierdzenia przez mamę, że będzie czuwać oraz potrzebę kurczowego trzymania starszego brata za szyję. Z czasem oswoiłam się z ciemnością.

Szkoła animatora pokazała mi jak Bóg Ojciec przeprowadzał mnie przez doświadczenie duchowych ciemności. Przychodził On ze światłem Słowa do moich lęków, złości, bezradności i dawał wyraz swojej miłosiernej Obecności w sakramencie pokuty i pojednania. Kurczowe trzymanie się Jego Słowa było czasem dla mnie jedynym ratunkiem w niemocy. Z czasem dał mi też rozpoznać obecność tej, która „łamie strzały nieprzyjaciela i miażdży głowę węża”- czuwającej Maryi. Była Ona dla mnie szczególną pomocą gdy przedłużająca się ciemność przynosiła oschłość i oziębłość.

Podczas szkoły animatora przeżyłam odnowienie Miłości Ojcowskiej i Oblubieńczej, wyzwalające działanie PRAWDY, zgodę na uzupełnienie wszelkich braków w miłości oraz wdzięczność za łaskę Maryi, która pomogła mi odkryć i zachwycić się swoja kobiecością. Przyjmując Jej duchowe macierzyństwo odkryłam, że jestem powołana do przekazywania ŻYCIA. Zobaczyłam też, że dopóki nie przyjmę w pełni swojej historii życia dopóty lęk nie pozwoli mi odczytać i przyjąć bardziej szczegółowego powołania. Podobnie dopóki nie przyjmę siebie w pełni jako grzesznika, dopóty będę miała problem w przyjęciu drugiego grzesznika i przekazaniu mu ŻYCIA W PEŁNI – Jezusa. Dziękuję Bogu Ojcu, że przez doświadczenie ciemności opróżnia mnie z fałszywej wizji szczęścia, demaskuje wszelkie deformacje, mechanizmy obronne, oczyszcza z wszystkiego, co nie jest Nim, że wlewa w moje serce wiarę w to, że ma wobec mnie zamiary pełne pokoju i pragnie dla mnie życia w pełni i radości w obfitości. Dziękuję, że dał mi zrozumienie prawdy, że żeby innym dać Jezusa – Światłość Prawdziwą, trzeba pozwolić by On sam się we mnie począł i narodził i że wybiera serce ubogie jak żłób a nie bogatą gospodę.

„Pan moim światłem i zbawieniem moim” Agnieszka


Przed wielu laty, długi czas modliłam się słowami Psalmu 139 „Zbadaj mnie, Boże, i poznaj me serce”. Wtedy nie wiedziałam, co dokładnie ma to oznaczać, ale w sercu wciąż powtarzałam te słowa… No i Bóg mnie „zbadał”! Dziś wiem, że to badanie Jemu nie było potrzebne, bo On i tak wszystko o mnie wie. To ja musiałam poznać siebie, a gdy to się stało, przekonałam się, do czego jestem skłonna i zdolna. Zrozumiałam też, że powinnam w swoim życiu coś przewartościować, bo zabrnę w ślepą uliczkę. Na rekolekcjach Szkoły Animatora kolejny raz, z wielką mocą, poruszyły mnie słowa tego samego Psalmu, ale teraz moja prośba brzmiała już inaczej, a mianowicie: „…skieruj mnie na drogę odwieczną”. W moim sercu zrodziło się pragnienie pełnienia Jego woli w moim życiu. Jest to bardzo nieśmiałe i zalęknione pragnienie, ale JEST! Ufam, że Jezus dokona reszty i usunie ze mnie wszelki lęk.

Chwała Panu!!!  Ania


Szkoła Animatora to nie tylko szkoła ale i rekolekcje. II rok tej szkoły ponazywał wiele spraw w moim życiu. A przede wszystkim Bóg sprowadzał moje myślenie i przyjmowanie z płaszczyzny rozumu na płaszczyznę serca.

Bo ja wiele wiedziałam ale to nie wystarczy. Tym, co bardzo dotknęło moje serce jest to, że każdy kryzys, który przeżywałam w swoim życiu miał sens. I że w tym kryzysie Bóg zawsze był i jest ze mną. On nie chciał nigdy mojej krzywdy i z tego, co było tak trudne wyprowadzał zawsze dobro, choć ja nie zawsze je widziałam. Ta obecność Boga w moim życiu, w tych trudnych chwilach jest dla mnie ogromną łaską i zapewnieniem, że On wszystko widzi i że mnie nic nie może się stać!!!. To jest dla mnie radosna Nowina. Doświadczyłam na tych rekolekcjach ogromnej miłości Boga Ojca Pasterza- Który bierze w swoje ramiona rozbrykaną i wierzgającą kopytkami owieczkę. Bo ją bardzo kocha pomimo jej niesforności. Ten obraz bardzo poruszył moje serce i sprawił, że poczułam się bardzo kochanym dzieckiem, z tym co dobre i z tym co słabe i niepoukładane. Bóg zapewnił mnie ,że zawsze jest ze mną i widzi wszystko. I ŻE NIC MI SIĘ NIE STANIE!! WIERZĘ MU!!! CHWAŁA PANU!!!

Renia z Łomży


Mam 46 lat, jestem i byłam szczęśliwą matką i żoną, a po minionych rekolekcjach Szkoły Animatora 2, szczęśliwą córką TATY – Boga Ojca. To właśnie dzień po powrocie z rekolekcji odkryłam swoją tożsamość. Brak przekazania mi tożsamości przez rodziców, rzutował na moje życie przez pojawianie się w nim nieuporządkowanych relacji wobec innych osób, co bardzo mnie, jako żonę, drażniło, bo uważałam, że nie jest to w porządku wobec mojego męża. Mimo moich najlepszych chęci, gdzieś w głowie siedziała myśl o kimś i nie pozwalała się „wyłączyć”.

Kiedyś na modlitwie przyszła mi do głowy refleksja, że św. Magdalena po uzyskaniu od Jezusa przebaczenia swoich czynów kochała Go jako mężczyznę. Również zapragnęłam pokochać Jezusa tak po ludzku, żeby wyrzucić tamtą nieuporządkowaną relację, a w to miejsce wstawić coś, co będzie czyste i Boże. Pomyślałam, że najlepsza na to będzie medytacja Słowa Bożego. Wybrałam fragment z Księgi Ozeasza: „Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.”, ale nie poruszał mnie, stwierdziłam, że Pieśń nad Pieśniami może być lepsza. Tam przeczytałam teksty Oblubieńca i wybrałam ten fragment:

„Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, oczarowałaś me serce jednym spojrzeniem twych oczu, jednym paciorkiem twych naszyjników” Pnp 4,9

Po modlitwie tym tekstem wstawiłam go na pulpit w telefonie jako Słowo, który ma we mnie pracować.

Ponieważ był już czas, aby pójść na wspólną modlitwę wyszłam z pokoju, a na korytarzu spotkałam kolegę, który włączył na telefonie komórkowym piosenkę do wspólnego posłuchania. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Była to piosenka WMU „Oczarowałaś me serce”, której pierwsze słowa brzmiały:

„Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico oczarowałaś me serce jednym paciorkiem Twych naszyjników jednym spojrzeniem Twych oczu.”

Kolega zauważył moje zaskoczenie i niedowierzanie w to, co się działo. Wyjaśniłam, że przed chwilą w pokoju prosiłam o miłość do Jezusa poprzez ten fragment i wpisałam go do telefonu na pulpit, co udowodniłam, pokazując swój telefon z wypisanym Słowem. Teraz już oboje byliśmy zaskoczeni.

Później przeczytałam we Wstępie do „Pieśni nad Pieśniami”, że: „oblubieńcza miłość ma się zrealizować także w relacji Chrystus – człowiek indywidualny, bo w każdym członku Kościoła ma się przejawiać w pewien sposób całe misterium zaślubin Chrystusa z Kościołem.” czym właśnie się dzielę z każdym, kto czyta to świadectwo.

Dziękuję dobremu Bogu i niech to, co mi uczynił przyniesie Mu chwałę. Chwała Panu!

Gosia


Szczęść Boże!

Byłam w tym roku na rekolekcjach Szkoła Animatora, doświadczyłam tam jak bardzo Bóg mnie kocha. Najważniejsze dla mnie było pokazanie mi jak ze zła w dzieciństwie Bóg ukształtował najlepszą (według jednej z moich sióstr z grupy dzielenia) cech – milczenie.

Chwała Panu

Aneta


Co było szczególnie ważne w tym błogosławionym czasie Szkoły Animatora II?

Uświadomiłam sobie jak ważny jest codzienny rachunek sumienia – rozmowa z Bogiem – Ojcem – Tatą, który patrzy na mnie cały czas z miłością, również wtedy gdy się zagubię. Wiem, że Jemu mogę powiedzieć wszystko, powierzyć swoją przyszłość, nie muszę się lękać.

Zauważyłam też w sobie wzrost zaufania do Boga. On pozwalał mi na nowo odkrywać, jak wielka jest Jego miłość do mnie, do każdego z nas, jak bardzo się o nas troszczy, jak bardzo pragnie naszej świętości, która spełnia się, kiedy odkrywam i realizuję wolę Boga w moim życiu.

Dziękuję Bogu i wszystkim, przez których On do mnie mówił.

Ela


Podczas trwania Szkoły Animatora widziałam wiele owoców tych rekolekcji, ale wciąż miałam wrażenie, że to nie wszystko, co Pan Bóg dla mnie przygotował. Czekałam. Prosiłam: „Panie Boże, jeśli chcesz mnie tu w szczególny sposób czymś dotknąć, coś mi pokazać, to proszę.”

I stało się – podczas ostatniej katechezy, kiedy słyszałam słowa o powołaniu i potrzebie rozeznawania swojej drogi życiowej. Kiedy usłyszałam: „Pan Bóg do niczego Cię nie zmusza, to ty wybierasz drogę…”, wówczas wszystko zaczęło się we mnie buntować! Wszystko krzyczało we mnie: „ja nie wybierałam, to Bóg za mnie wybrał!!!” i czułam się z tym bardzo źle. Zaczęły mi przychodzić myśli, które podsuwał mi mój nieprzyjaciel: „A podobno Bóg dał Ci wolność…”. Tego wieczora nie mogłam skupić się na spotkaniu modlitewnym. Byłam pełna żalu do Boga. Powtarzałam sobie – ja zawsze marzyłam o rodzinie, mężu i trójce dzieci. (ja  ) ZAWSZE! I choć dziś, z perspektywy czasu, wiem, że jestem szczęśliwa, to wciąż brzmiały mi w uszach słowa: „To nie ty wybierałaś.” Przez cały pozostały czas modliłam się: „Boże, po coś to się stało, ale co chcesz mi pokazać??? Nie wypuszczaj mnie do domu, zanim nie zrozumiem.”

Pełna żalu wsiadłam do auta. Z powodu robót na drodze i licznych utrudnień postanowiłam zmienić trasę tak, by nie musieć napotykać na nie. Pojechałam drogą dłuższą, ale zdecydowanie lepszą jakościowo. Jednak moja nawigacja wciąż krzyczała: „skręć w prawo, teraz skręć w prawo, za 100m skręć tą drogą w prawo!!!”, usiłując naprowadzić mnie na tamtą (najkrótszą, ale beznadziejną) drogę. Wiedziałam jednak, że to nie jest dobry pomysł i wytrwale bagatelizowałam te wskazówki.

I wówczas przyszła mi myśl: „To tak jak ze mną! Wciąż, przez tyle lat mówiłam Panu Bogu, że chcę mieć rodzinę, męża i dzieci. Teraz chcę mieć rodzinę. Panie – rodzinę!” Tak jak ta nawigacja. A Bóg wciąż kierował mnie inną drogą.

W domu podjęłam modlitwę, prosząc: „Panie, wyjaśnij mi to dokładniej”. I wówczas usłyszałam słowa: „Dlaczego twierdzisz, że nie ty wybrałaś? Przecież wybrałaś mnie jako Pana i wciąż przez tyle lat powierzałaś mi swą drogę! Mówiłaś: Bądź wola Twoja! JA potraktowałem to poważnie.”

I wraz z tymi słowami przyszedł ogromny pokój. Uświadomiłam sobie, że Pan Bóg prowadzi nas najlepszą droga do świętości. I ja po owocach poznaję już od dawna, że ta obecna moja droga jest dla tego celu najlepsza!!! Poprosiłam Go jeszcze o potwierdzenie tego wszystkiego Słowem Bożym

I przeczytałam: „Wiem, Panie, że nie człowiek wyznacza swą drogę i nie w jego mocy leży kierować swoimi krokami, gdy idzie” (Jer 10,23).

A potem podczas Eucharystii Bóg jeszcze mnie upewnił:

Czytanie z Księgi proroka Ozeasza

To mówi Pan:

«Na pustynię chcę ją wyprowadzić i mówić do jej serca. I będzie Mi tam uległa jak za dni swej młodości, gdy wychodziła z egipskiego kraju.

I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana».

Oto Słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY:

Ps 45(44), 11-12. 14-15. 16-17 (R.: 11a)

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha.

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha, *

zapomnij o swym ludzie, o domu Twego ojca.

Król pragnie twego piękna, *

on twoim panem, oddaj mu pokłon.

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha.

Córa królewska wchodzi pełna chwały, *

odziana w złotogłów,

W szacie wzorzystej prowadzą ją do króla, *

za nią przywodzą do ciebie dziewice, jej druhny.

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha.

Wiodą ją z radością i w uniesieniu, *

wkraczają do królewskiego pałacu.

Synowie twoi zajmą miejsce twoich ojców, *

ustanowisz ich książętami na całej ziemi.

Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ:

Alleluja, Alleluja, Alleluja

Przyjdź, oblubienico Chrystusa, przyjmij wieniec,

który Pan przygotował dla ciebie na wieki.

BOGU NIECH BĘDĄ DZIĘKI!!!!!

Hanna, Elbląg


Bogu dzięki, że pokierował mnie na Szkołę Animatora. Pierwszy rok dał mi możliwość wglądu w siebie i uświadomienie że nie żyję tylko dla siebie. Uświadomiłam sobie obecność Boga w moim życiu. On jest czy o tym pamiętam czy nie. Po raz pierwszy również byłam animatorem grupki dzielenia. Bardzo wiele mnie to nauczyło bo przyznam, że niewiele na ten temat wiedziałam. To, że rozeznawałam słowo wraz z innymi animatorami pozwoliło przyjąć propozycję lidera wspólnoty o rozeznawaniu słowa na nasze spotkania modlitewnej.

Drugi rok zaczął się z wielkimi przeszkodami. Na kilka dni przed wyjazdem dowiedziałam się, że będę jedynym animatorem muzycznym. Nie czułam się na siłach temu podołać Ponad to w przeddzień zachorowałam i pojechałam na rekolekcje z antybiotykiem. Na pierwszej Mszy św. mało nie zemdlałam, źle się czułam. Rozważałam możliwość powrotu do domu. Ale jakoś Pan Bóg dał siłę i wytrwałam. Moja posługa muzyczna to lekcja pokory. Pan Bóg powołuje bo tak chce – nawet jeśli to narzędzie jest niedoskonałe. Początkowo wstydziłam się swoich wpadek gitarowych, ale akceptacja wielu osób i potwierdzenie trafności wyboru pieśni utwierdziło mnie w przekonaniu, że to się Panu podoba. Stwierdziłam że otrzymałam dar właściwego rozeznania pieśni. Innym darem który otrzymałam to świadomość, że mój grzech rani Jezusa a nie jest tylko złamaniem prawa. Spowodowało to zatrzymanie się przy każdym grzechu i żal za niego skierowany do mego Pana ,który jest przy mnie. Jestem ogromnie wdzięczna za rachunek sumienia. Muszę również zastanowić się nad właściwym zagospodarowaniem swego czasu.

CHWAŁA PANU !!!!!

Małgorzata, Ostrów Mazowiecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *