Wspomnienia o zmarłym śp. Krzysztofie Bożykowskim

W poniedziałek 13 listopada odszedł do Domu Ojca Krzyś Bożykowski, lider, animator, człowiek wiary. Dla wielu był po prostu przyjacielem Boga i przyjacielem każdego  człowieka, który stanął na jego drodze.

Zachęcamy do podzielenia się świadectwem spotkania z Krzysiem. Niech te świadectwach będą uwielbieniem Boga, którego Krzyś tak bardzo umiłował.

Krzysia po raz pierwszy spotkałam w 2001 r. podczas zakończenia Rekolekcji Ewangelizacyjnych Odnowy w Duchu Świętym w naszej parafii, w których uczestniczyłam. Służył do Mszy świętej. Zwróciła moją uwagę jego uśmiechnięta, pełna czystej dobroci twarz, podczas wspólnego śpiewu piosenki „To Ty, to Ty… Bóg wszechmocny Adonai”. Pomyślałam sobie wtedy, jaki to musi być bardzo dobry człowiek… Ta moja pierwsza myśl potwierdzała się przez kolejne 16 lat, kiedy poznawałam Krzysia bliżej. Byliśmy w jednej wspólnocie, której Krzyś był pierwszym liderem, a po kilku latach prowadziliśmy wspólnotę razem jako liderka i wice lider. Uczyłam się od niego niezwykłej solidności, dobroci, ufności i spokoju, troski o innych. On zawsze miał dla każdego czas, zawsze gotowy do pomocy, rady, modlitwy. Każdy był dla niego jednakowo ważny. W czasie swojej choroby, kiedy już nie mógł uczestniczyć w spotkaniach – do końca był dla nas dyspozycyjny. Cieszył się naszymi radościami i przeżywał razem z nami trudności. Cierpienia i ból ofiarowywał za innych. Również wiele moich osobistych trosk spoczęło na jego sercu. Dziś dziękuję Bogu, że mogłam poznać Krzysia – najlepszego z nas i wiem, że będzie dalej nam służył i jeszcze skuteczniej – bo przed Tronem Tego, którego ukochał i któremu pozostał wierny do końca. Ala


We wspólnocie Odnowy w Duchu Św Miłosierdzie jestem 8 lat. Krzysia pamiętam od początku. Zauważyłam go od razu bo rzucało się w oczy Jego zaangażowanie w każdej posłudze, do której był powołany. Zawsze modlił się sercem, nie na pokaz, posługiwał charyzmatami, którymi Pan Go hojnie obdarzył i trochę mnie to dziwiło, że trafiają się tacy mężczyźni. W kontaktach prywatnych był zawsze delikatny i nigdy nie widziałam go zdenerwowanego. Jednak najbardziej bliskim mi był od czasu gdy zostałam liderem grupy. Krzyś już od jakiegoś czasu miał zdiagnozowaną ciężką chorobę. Po wyborach od razu zadzwonił do mnie i zaoferował swoją pomoc. Nie zamknął się w swym cierpieniu tylko modlił się za nas i działał. Gdy dzwoniłam do niego pomiędzy kolejnymi chemiami, nie zdarzyło się aby odmówił rozmowy i zawsze wspierał mnie w tej niełatwej posłudze. Będąc tak poważnie chorym nie odmówił mojej prośbie i nagrał trzy katechezy dotyczące Naszego Credo, które ze wzruszeniem słuchaliśmy na spotkaniach modlitewnych. Za Jego zgodą słuchały ich też inne wspólnoty. Największym darem od Boga dotyczącym Krzysia była łaska posługi przy nim w ostatnim tygodniu Jego życia. Na prośbę Ewy – żony Krzysia – kilka osób ze wspólnoty mogło pobyć przy nim po kilka godzin odciążając ją w opiece. Krzyś był, wydawało się, w całkiem dobrej formie. Godziny rozmów z nim, modlitw, głębokich rozważań i po prostu bycie z nim to doświadczenie, za które dziękuję Panu Bogu. Patrząc na Krzysia takiego jakiego ja znałam ufam, że jest już w niebie i cieszę się że Pan Bóg postawił go na mojej drodze życia. Małgorzata Sadłowska


Pierwszy raz do Odnowy w Duchu Świętym trafiłam około 11 lat temu. Przez długi czas ktoś zapraszał mnie na te spotkania ale nie miałam wówczas ochoty ani czasu na jakiekolwiek modlitwy i spotykanie się z ludźmi którzy uwielbiają Boga – Boga który zabrał mi Ojca jak byłam jeszcze małą dziewczynką i zostawił mnie samą. Z mamą nigdy nie miałam takich relacji jak z tatą.
Zdecydowałam się pójść na spotkanie grupy Miłosierdzie tylko dlatego aby ci którzy mnie namawiali dali mi spokój, bym mogła im powiedzieć, że byłam widziałam i nie chcę tam już więcej chodzić. Podczas spotkania modlitwa przebiegała, spokojnie i było miło ale tego dnia były imieniny Krzysia, każdy podchodził i składał życzenia, nie znałam człowieka ale wypadało podejść i również życzyć mu przysłowiowego „dużo zdrowia”. Zbliżając się do Krzysia układałam sobie w głowie życzenia co mam Mu powiedzieć lecz nie zdążyłam nawet otworzyć ust, a On przytulił mnie bardzo mocno do siebie i powiedział „NARESZCIE JESTEŚ”. Takiego uścisku nie przeżyłam od śmierci mojego Ojca, w tym uścisku mieściło się tak dużo: Ojcowska troska, życzliwość, miłość, serdeczność po prostu samo dobro. Przeżyłam wówczas szok! Ten człowiek przecież mnie nie zna, nie wie kim jestem, co się dzieje czy on na mnie czekał? Bardzo przeżywałam te słowa. Oczywiście poszłam jeszcze raz by się Mu bliżej przyjrzeć, by być w Jego pobliżu, potem kolejny raz i kolejny. Dzięki osobie Krzysia czułam się we wspólnocie bardzo potrzebna, zawsze mnie wspierał pomagała, dodawał odwagi kiedy Bóg przychodził z zaproszeniem do posług. Pamiętam kiedy miałam pierwszy raz prowadzić spotkanie, lękałam się bardzo oczywiście zwróciłam się z tym problemem do Krzysia, On mi tylko powiedział jedno zdanie „Nie przeszkadzaj Duchowi Świętemu”, to było tak celne, tak mi potrzebne w tamtym czasie. Krzyś zagrzewał zawsze do walki o dobro, o pokonywanie własnych słabości. Zawsze będą mi towarzyszył jego wspaniałe wskazówki i myśli które głęboko zapisałam w sercu. „NIE BÓJ SIĘ STRACIĆ TWARZ DLA JEZUSA” to usłyszałam od mojego duchowego taty kiedy bałam się przyjąć dar proroctwa, „NIE ZMARNUJ TEGO CO OTRZYMAŁAŚ” powtarzał.
Krzyś zawsze miał czas by wysłuchać, zawsze miał dobry humor, zawsze czekał kiedy tylko potrzebowałam rozmowy. Moich pierwszych posług w wspólnocie uczyłam się od Krzysia, modlitwy wstawienniczej, rozeznania słowa. Krzyś był też przyjacielem mojej rodziny dzieliłam się z nim różnymi problemami które dotyczyły życia mojej rodziny ale i radościami jakie ja i moja rodzina przeżywała. To Krzyś i Ewa byli przykładem rodziny jaką chcieliśmy z mężem stworzyć, byli dla nas małżeństwem z którego braliśmy przykład, miłość jaka od nich zawsze biła była do pozazdroszczenia i do naśladowania.
Odszedł od nas, ale nie odejdzie nigdy z mojego serca, On nie był tylko moim przyjacielem, był kimś więcej, był moim duchowym TATĄ i zawsze pozostanie. Czuję się dzisiaj kolejny raz osierocona jednak wiem że będzie czuwał z nieba. Będę się trzymała tych wskazówek które zapisałam sobie w sercu. By powiedzieć wszystko co Tobie zawdzięczam nie starczyło by chyba dnia, powiem tylko jedno Krzysiu dziękuję!! Dziękuję, że na drodze mojego życia Bóg postawił Ciebie 🙁 Dorota

Swoje świadectwo ze spotkania z śp. Krzysiem można przesyłać na adres odnowa.lomza@gmail.com lub wpisując w komentarzach pod artykułem.

 

3 thoughts on “Wspomnienia o zmarłym śp. Krzysztofie Bożykowskim

  1. Krzysztof jest dla mnie człowiekiem wielkiej wiary. Nawet w chorobie jego wiara świeciła jasnym blaskiem. Pamiętam, jak któregoś dnia przyniosłem Krzysiowi Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, bardzo bałem się tego w jakim stanie psychicznym i fizycznym spotkam Krzysztofa. Moje obawy jednak zniknęły kiedy ujrzałem jego twarz uśmiechniętą. Pamiętam jak powiedział do mnie, że nawet w chorobie Pan Bóg powołuje go do misji ewangelizacji. Podawał mi wiele przykładów spotkań z różnymi ludźmi w szpitalu i nie tylko, w związku z Jego chorobą. Tym wszystkim ludziom Krzysztof miał zawsze jedno do powiedzenia, że Jezus żyje. Piękne świadectwo życia wiarą. Panie Jezu dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi w życiu spotkać Krzysia. Krzysztof do zobaczenia w Domu Ojca.

  2. Jest rok 1998. Pierwsze REO wspólnoty Miriam. Zadaniem Krzysia Bożykowskiego było przytulanie osób po wylaniu Ducha Świętego nad nimi. Jedną z tych osób byłam ja. Krzysio przytulił mnie bardzo serdecznie, z radością. Emanowało od niego CIEPŁO i POKÓJ. Panie Boże, dziękuję Ci za dar Krzysia dla wspólnoty Miriam , Miłosierdzie i mnie. Chwała Panu! Krysia Każuch

  3. Kochanego Przyjaciela Krzysia po raz pierwszy spotkałam w 2005 roku, kiedy przeżywaliśmy wspólnie rekolekcje – Boże Drogi Zbawienia. To spotkanie z nim zaowocowało dla mnie piękną przyjaźnią. Dla mnie Krzyś był przede wszystkim wiernym, oddanym, wspaniałym Przyjacielem. Zawsze chętnie wspierał mnie swoją modlitwą, podsuwał ciekawe lektury duchowe, służył radami, dzielił się swoim doświadczeniem Boga w życiu. Każda rozmowa z nim mnie ubogacała. Ceniłam jego wielką mądrość życiową. Od Krzysia wiele się nauczyłam: miłości do drugiego człowieka, przebaczenia, miłosierdzia. Dziękuję Panu Bogu, że postawił takiego Przyjaciela na mojej drodze życia. Dziękuję za jego otwarte serce, za empatię, a przede wszystkim za to, że był Bożym człowiekiem, człowiekiem PRAWDZIWEJ WIARY.
    „Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną,
    kto go znalazł, skarb znalazł.
    Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty
    ani równej wagi za wielką jego wartość.
    Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia;
    znajdą go bojący się Pana”.
    Syr 6, 14-16

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *